W nocy z soboty na niedzielę strażnicy miejscy zauważyli mężczyznę poruszającego się zbyt blisko krawędzi jezdni. W jednej chwili, przez nieuwagę lub krok w złym kierunku, stracił równowagę i upadł, uderzając głową o twardą nawierzchnię. Z krwią na asfalcie i brakiem reakcji poszkodowanego, czas miał kluczowe znaczenie. Funkcjonariusze natychmiast ruszyli na pomoc.
Była godzina 3:30 nad ranem, 9 lutego. Strażnicy miejscy ze Śródmieścia patrolowali ścisłe centrum Warszawy. Podczas patrolu funkcjonariuszka zauważyła mężczyznę, który szedł blisko krawędzi jezdni. W pewnym momencie potknął się, a jego noga zsunęła się z krawężnika. W tej chwili stracił równowagę, przewrócił się do tyłu i uderzył głową o asfalt. Strażnicy niezwłocznie pobiegli do poszkodowanego. Na miejscu okazało się, że w wyniku upadku mężczyzna stracił przytomność, a z tyłu głowy miał obfitą ranę. Funkcjonariusze zabezpieczyli teren, sprawdzili jego funkcje życiowe, a następnie przystąpili do udzielania pierwszej pomocy. Wezwano pogotowie ratunkowe. Strażnicy opatrzyli ranę, okryli mężczyznę kocem termicznym i monitorowali jego stan do momentu przybycia ratowników. Po chwili słychać było nadjeżdżającą karetkę, która błyskawicznie dotarła na miejsce. Po zbadaniu poszkodowanego ratownicy zabrali go do szpitala.